Powrót do korzeni, czyli zdjęcia doświetlane tylko blendą. Całe zamieszanie wywołane wielką popularnością „Strobist” pochłonęło mnie, jak i wiele innych osób na całym świecie. Idąc w plener za każdym razem miałem ze sobą coś nowego: parasolkę, nowe statywy, nadajniki, lampy. Nie ukrywam, lampa pozwala nam ratować się przy trudnym oświetleniu – często dając świetne efekty i jest „bezpiecznikiem” w przypadku sesji komercyjnych, ale czy jest niezbędna za każdym razem, gdy idziemy robić zdjęcia? W zeszłym tygodniu kupiłem nową blendę i z wielką radością, bez kilogramów sprzętu, poszedłem na fotograficzny „rodzinny” spacer. Rezultaty poniżej ;)