Miało być tak pięknie. Kolorowa sukienka, pełne słońce i pięknie uśmiechnięta Ania. Niestety instytut dzieci wątłych, do którego należę od małego, przypomniał o sobie i na święta Wielkanocne w prezencie podesłał gorączkę, katar i ogólne osłabienie. Próbę zrobienia sesji mimo wszystko podjąłem, ale po kilkunastu minutach musiałem się poddać, schować aparat do torby i grzecznie wrócić do łóżka.
Alex dzisiaj obchodzi drugie urodziny. Wczorajsza sesja była prawdziwym wyzwaniem, bo w przeciwieństwie do zdjęć osób dorosłych, nad dziećmi nie da się zapanować. Możesz zapomnieć, że spojrzy w obiektyw, gdy ładnie poprosisz. Cała sesja polegała na bieganiu z aparatem i polowaniu na odpowiedni moment.
To był mój pierwszy ślub w tym roku. Plener robiony na raty, jak zwykle młodzi nie uniknęli mojej „pomysłowości” i Monika wylądowała w taczce / wózku. Na starość będą mogli powiedzieć do wnuków „fotografa mieliśmy… dziwnego” ;)